Każdy mężczyzna ma obowiązek: posadzić drzewo, zbudować dom i spłodzić syna.
Tak też niektórym wydaje się, że kobieta ma obowiązek: wyjść za mąż, urodzić potomstwo.
A co jeśli kobieta nie chce się wiązać, ani tym bardziej rodzić dzieci?
Ewentualnie może mieć męża, prace, spełniać się życiowo, ale nie potrzebuje do szczęścia płaczących niemowląt i rozstępów jako pamiątki po ciąży?
Wtedy taka osobniczka jest traktowana jako istota gorszej kategorii, ponieważ nie chce spełniać norm społecznych i być jak te wszystkie mamusiowate panie, które albo zrezygnowały z własnego życia na rzecz opieki nad ogniskiem rodzinnym, albo urodziły dzieci tylko po to by zadowolić otoczenie i natychmiast oddały je nianią, no chyba że są prawdziwymi Mamami przez duże M.
Przykre jest to, że połowa kobiet posiadających dzieci (zwłaszcza gdy niedawno urodziły albo zaraz urodzą) są przekonane święcie, że zasługują na traktowanie jak święte krowy... Cóż
Miałam kiedyś ciekawą sytuację w tramwaju. Siedzę sobie wygodnie, bo mam do przejechania z jednego końca miasta na drugi, na kolanach plecak i dwie torby foliowe (z jakiegoś wypadu wracałam). Je jednym z przystanków wsiada kobieta z dzieciakiem na rękach. Dzieciak na oko około lat 3-4. Ciężko stwierdzić ale stać samodzielnie już musiał umieć. Jeden przystanek przejeżdża spokojnie, stojąc mi nad głową i natarczywie na mnie patrząc. W końcu nie wytrzymała i głośno tak by wszyscy słyszeli mówi do mnie.
-Wypadałoby miejsca ustąpić, małe dziecko mam.
Normalny człowiek by się zarumienił i prawdopodobnie ustąpił. Jednak ta kobieta trafiła, na złe miejsce, złą osobę i co najgorsze na zły humor złej osoby.
-Nie moja wina, ja go nie zrobiłam- odpowiedziałam równie głośno by cały tramwaj miał okazję usłyszeć. Kobieta się zaczerwieniła, coś wymamrotała o bezczelności i poszła. Cóż... Jej dziecko, jej problem.
Nie rozumiem dlaczego kobiety mające dzieci, mają być lepiej traktowane od tych bezdzietnych. Najbardziej zaś irytują mnie teksty wszystkich "mamuś", które słysząc, że nie chce mieć dzieci odpowiadają coś w stylu "jak dorośniesz to zrozumiesz", z racji, że już pewien wiek osiągnęłam tekst został zmieniony na "kiedyś zmienisz zdanie" alb, "musisz jeszcze dojrzeć" A w dupę wy mnie wszyscy pocałujcie.
Dojrzewa to brzoskwinia, a zdania nie zmienię, bo dzieci nie lubię i wiem że ich mieć nie chce od czasu gdy skończyłam lat trzynaście, w tym postanowieniu trwam więc już dość długo i ani przez chwilę kryzysu wiary nie miałam.
Ogółem wszystko upraszcza się do tego, że każdy powinien robić to co go uszczęśliwia. Niektórych raduje macierzyństwo, innych kariera a innych balowanie po nocach i seks z przypadkowymi osobnikami płci męskiej, żeńskiej albo obu. Najlepiej niech każdy żyje tak jak lubi i nie próbuje naprawiać świata przekonując innych do swoich schematów życia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 czerwca 2010 16:36
Niestety często okazuje się, że każdy z nas jest wpisany w formę.
Finezja
1 czerwca 2010 16:39
A czy zastanowiłaś się nad tym Gdyby twoja mama myślała tak jak Ty .Czy miałabyś szansę być na tym świecie
1 czerwca 2010 17:38
@up weź się zastanów co Ty piszesz, gorszego argumentu znaleść nie mogłeś? Obawiam się, że autorka na świat się nie prosiła, decyzji dokonała jej matka, tak samo jak i ona ma prawo podjąć decyzje żeby dzieci nie mieć.
1 czerwca 2010 18:04
Jak wpadniesz to zrozumiesz.Nie wszystko jest takie proste jak myślisz.Czasami w życiu trzeba się pomęczyć.A co do tego tramwaju to myślę że to Ty spierniczałaś z siedzenia bo nie wytrzymałaś presji gapiów-podróżnych.Może Cię gasili swoimi uwagami?
1 czerwca 2010 18:46
Hmm... Dlaczego ja nie lubię ludzi? Ach tak, bo połowa to idioci!
(tak odnośnie 2 z 4 komentarzy)
PS. By wpaść przy stu tysiącach metod antykoncepcyjnych, tabletkach po, możliwej wycieczce do Holandii oraz świadomości tego, że za odpowiednią cenę wszystko da się załatwić... Cóż... Trzeba być idiotą.
Albo mieć niebywałego pecha. Jednak statystyki dowodzą, że nadal większość wpadek bierze się z głupoty. A jeszcze częściej z głupoty połączonej z alkoholem.
1 czerwca 2010 19:38
Droga Roa!
Czuję tak jak Ty, tylko, że widząc naprawdę inteligentne (takie które zawsze miałam za rozumujące logicznie a nie kierujące się fanaberiami) kobiety które dostawały białej gorączki bo im macica wyła o mieszkańca to się przestraszyłam, że mi macica zrobi ten numer na stare lata gdy nie będzie już to biologicznie możliwe i sama weszłam do tego cho.lernego grajdołka.
I powiem ci, że słusznie uważasz, że to mit, że kobieta = matka. W tej chwili pluję sobie w brodę.
pozdrawiam
Ta-Co-Sama-Wpuściła-Się-W-Kanał
1 czerwca 2010 20:16
Aaach. Przeczytała notkę, przeczytała komentarze i poczuła się niczym na zajęciach, kiedy to ulubiony wiecznie polemizujący na politologiczno-socjologiczne tematy pan "Jestem Wszech Miar Zajebisty" i przy okazji skrajny konserwatysta... dobra, kończę tą dygresję, bo ten pan mnie do szału doprowadza, ale chodzi o to, że on swoje poglądy potrafi ubrać w ładne słowa; państwo Anonimowi, tak to do Was.
Temat wyjątkowo kontrowersyjny. Bawi mnie to trochę, bo przyjaźń damsko-męska przeszła tu bez krzyku, a teraz tyle agresji w komentarzach :)
Na początku napiszę osobiście - też nigdy nie chciałam mieć dzieci, i chociaż dalej nienawidzę częstotliwości ich wrzasku, to powoli, powoli dociera że kiedyś będę chciała. Jestem egocentryczna i bardzo bym chciała przekazać swoje geny dalej. No ale to moja sprawa, każdy ma indywidualnie.
Ale od początku.
Bezdzietne traktowane jako gorsze? Może nie jako gorsze, ale jako głupie. U nas kulturowo jest tak już zapisane, że jeśli baba nie ma dzieciaka, to pewnie bezpłodna, więc wadliwa jako kobieta i trzeba współczuć ALBO że głupia feministka. Na Zachodzie model bycia singlem całe życie już się przyjął na dobre. W Polsce jesteśmy jednym z pierwszych pokoleń, które to "testuje" i nie ma się co burzyć, bo takie zmiany będą trwały latami i nie będzie łatwo. Szczególnie, że jednocześnie za środowisko mamy tradycję konserwatywną z ideą "rodzina" jako jedno z głównych haseł. Nie krytykuję tutaj; na takich wartościach budowano cywilizację :) Z drugiej strony wydaje mi się że dobrnęliśmy już do takiego momentu, w którym stare role płciowe nie są potrzebne i można je poluzować. Dzisiaj świat radzi sobie świetnie i bez kobiet siedzących w kuchni. Gwarantuję, że jak tylko wybuchnie jakaś wojenka to baby wrócą do garów i rodzenia dzieci. Póki co najwyraźniej nie musimy.
Rzekłam.
1 czerwca 2010 21:06
A dlaczego nie trzymać w tylnej kieszeni spodni?
Z życiem na swój własny sposób to absolutna racja, nie rozumiem ludzi, którzy robią coś, bo "tak trzeba".
2 czerwca 2010 18:40
Ja się zgadzam w 100%. Może i nie najstarsza jestem. Ale uważam, że jakiś zalążek własnego i niezależnego rozumu posiadam. I nikt mi nie wmówi, że posiadanie na wyłączność wyjącej larwy (bo ten, kto larwę zrobił pewnie i tak prędzej czy później spierdoli za granicę) jest czymś mega fantastycznym.
Ach. Ja i tak nieustannie się boję, że na starość zgłupieję i jednak mi się zachce larwy. Nie wiem, co wtedy będzie ze światem.
Cóż. Pozdrawiam.