Najczęściej w wyssane z mózgu potwory.
Dziś siedząc nad pustą kartką w trakcie "pisania" kolokwium zaliczającego ćwiczenia z chemii - bym wreszcie mogła podejść do ...........(miejsce na dowolny bluzg) egzaminu, rozejrzałam się po towarzyszach niedoli.
Pamiętam jak wyglądali na początku października zeszłego roku. Pełni energii, piękni młodzi, nieświadomi tego co z nimi zrobi politechnika.
Facetowi siedzącemu dwie ławki dalej, nieco po skos sporo się przytyło, a szkoda bo fajne ciacho było.
Znajomy siedzący pod ścianą wychudł jeszcze bardziej, choć do tej pory nie mogę zrozumieć jak można schudnąć z samych kości na jeszcze większe kości.
Wszyscy jak jeden mąż mają wory na twarzy i szparki tam gdzie powinny być oczy.
Albo popadły w kofeinowy obłęd, jak ja.
Właściwie to ja czuję się bardziej jak turysta, obserwator, prowadzący program " z kamerą wśród zombie". Swoją drogą zapoznałam się również z sporą częścią napitków energetycznych, ich nazwy mnie śmieszą. Dziś pije "crazy wolf-a", szkoda, że gówno daje.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
22 czerwca 2010 23:10
wymiatał, ale ni chuja nie wiem jak się nazywał.
"z kamerą wśród zombie" to bardzo ładne wyrażenie. mogłabym prowadzić taki program w telewizji.
co studiujesz na polibudzie?
26 czerwca 2010 23:51
nie wiem co to sesja, ale przekonam się już niedługo, studia czas zacząć od października. omg. czuję, ze to będzie koszmar i rzeź.
owszem, politechnika nie odpuszcza swoim studentom i gnębi do konca. nie wiem skąd jesteś, ale studenci Polibudy Łódzkiej wyglądaja dokładnie, jak opisałaś - zombie..
życzę Ci szybkiego zakonczenia sesji i wakacji! :D