ścieżka

Była na widelcu i wcale nie zauważyła jak się na niego nadziała. Wydawało jej się, że jest sprytna, że stworzyła sobie kostium doskonały, tymczasem okazało się, że równie dobrze mogłaby stać naga. Lecz nie tylko na tym polegała jej słabość. Istniał jeszcze jeden mały problem, który zauważyła odrobinę zbyt późno. On czytał z niej jak z otwartej księgi i wiedział kiedy udawała... Tymczasem ona ciągle nie umiała go rozgryźć. Nie wiedziała czego chce, co myśli ani dokąt to prowadzi. Wiedziała za to, że jest zbyt ciekawska by się wycofać. Musiała, po prostu musiała przekonać się gdzie zajdzie ta ścieżka.

Tymczasem najlepiej poinformowana osoba, która mogłaby wszystko ułatwić milczała. 

Nagłe deszcze, silne porywy wiatru... Pogoda ostatnio oddaje moje samopoczucie. Jak tak dalej pójdzie to zacznę podejrzewać, że ugryzła mnie jakaś zmodyfikowana genetycznie mucha i posiadłam tajemną moc wpływania na pogodę. Dwie godziny snu w ciągu 24 godzin negatywnie wpływają na wszystko. Okazuje się, że najlepszym sposobem na odchudzanie jest noc spędzona w dyskotece i na chodzeniu od klubu do klubu. Kilogram leci w dół jak nic. Wbrew moim podejrzenią nie wrócił, więc jest dobrze.
Nie myślę, jestem zbyt zmęczona.
Pan Casanova świetnie tańczy...

Szok pewnej Pani

Dziś wystraszyłam panią sprzedającą w hurtowni fryzjerskiej. Owa pani pierwszy szok przeżyła jak powiedziałam jej co się działo z moimi włosami w ciągu ostatnich trzech miesięcy - ufarbowanie na wiśniowe, po dwóch tygodniach dekoloryzacja i blond, półtora miesiąca przerwy machnięcie henną na rudo, dojście do wniosku, że to był zły pomysł i dzień później machnięcie henną znowu.
Drugi szok przeżyła gdy powiedziałam słowo "henna:- według tej pani henna wżera się we włosy bardziej niż farba.
Trzecim szokiem dla miłej pani było to, że od trzech miesięcy nie byłam u fryzjera bo chce by włosy odrosły i się trochę ogarnęły- pani uważa że do fryzjera chodzi się co miesiąc (a zapuszczanie wtedy włosów trwa sto lat-według mnie)
Pani doradziła mi, że jak chce wrócić do swoich i chce by były zdrowe to najlepiej na łyso. Na łyso już kiedyś było - bardzo nietwarzowa długość.
Myślę, że pani przeżyłaby czwarty szok, gdybym jej powiedziała, że owe włosy będą znów za jakiś czas odbarwiane. Albo i nie. Diabli wiedza

Mam dziką ochotę na jakąś wielką i niewyobrażalnie dobrą czekoladę. Diety są złe.

odkrycia

Lubie ludzi, którzy nie obarczają mnie swoimi problemami.
Lubie ludzi którzy dzwonią do mnie o godzinie 20:30 informując mnie, że za pół godziny zamierzają mnie gdzieś porwać, ale nie mówią gdzie. I, że zdecydowanie nie mam wyboru... Bo to w końcu porwanie.
Lubie uświadamiać sobie, że jestem jednostką pełnoletnią i wystarczy, że rodziców poinformuję, że wychodzę i, że kiedyś wrócę... Podkreślam informuję a nie proszę o zgodę!
Lubie kawę pitą w nocą
I lubię nocny spacer.
Lubie rozmawiać o fotografii, o tańcu i masie pierdół, które nudzą obie strony ale mówi się cokolwiek by nie było ciszy.
Lubie również być odwożona do domu samochodem.
Lubie jak od razu słyszę propozycję następnego spotkania.

Wmawiam zaś sobie, że lubię swój nowy "czekoladowy" kolor włosów. Który musiałam sobie sprawić by zamalować marchewkę, która powstała z sprania (na siłę!) pomidorowego. Nagle uświadomiłam sobie jak wspaniale czułam się jak blondynka.
Pocieszenie- brąz też się spierze i będzie jaśniejszy... Boje się tylko w jaki odcień wpadnie po owym spraniu. Znając moje szczęście pewnie sraczkowaty.

I tak się zastanawiam co tu jeszcze napisać, wszak zamierzam siedzieć przed komputerem jeszcze jakieś 20 minut... [ciasto w cafelife (gra na facezboku) mi się piecze]. Właśnie upiekłabym coś ale nie mam dla kogo. Rodzice nie jedzą. Ja się odchudzam (dwie gigantyczne porcje lodów oraz gorąca czekolada z ajerkoniakiem - o wdzięcznej nazwie "Adwokat diabła", były mega dietetyczne). Michaela jeszcze w Łodzi nie ma, będzie w środę. Natalele mi się piec nie chce bo ona też się odchudza- słodzonymi kaszkami, więc efekt może być ciekawy. A z panem Casnovą nie jestem jeszcze na tym etapie znajomości by mu cokolwiek piec. Tak więc nie piekę, bo musiałabym swym wytworem uszczęśliwić albo psa, albo siebie co w obu przypadkach mogłoby skończyć się tragicznie. A ja lubię stawać na wadze wieczorem i widzieć, że ważę mniej niż dnia poprzedniego.
Lubie ważyć 64 kg, ale lubię także ważyć jeszcze mniej. Nie lubię swojej interpunkcji, która kuleje. Ale ta notka powstaje tylko i wyłącznie celu zabicia czasu, więc na tym chyba poprzestanę.

marchew czy pomidor

Jeżeli jeszcze kiedyś wpadnę na pomysł farbowania włosów na rudo henną, to proszę mnie związać i zamknąć w piwnicy. O ile henna trzyma się i fajnie wygląda na włosach naturalnych... Tak absolutnie nie wygląda na blondzie machniętym u fryzjera trzy miesiące temu. Proszę sobie wyobrazić moją minę, gdy zamiast uroczej miedzi wyszedł mi pomidorowy w stylu Michała Wiśniewskiego. Kryzys zażegnany. Połączenie rumianku i cytryny zadziałało. Obecnie mam coś w rodzaju rudo-blondu ale w porównaniu z pomidorówką na moich włosach jest wspaniale. Nigdy więcej takich eksperymentów!

Poddałam edycji swoją listę "to do". Teraz nie muszę jej ukrywać.
Swoją drogą nie wiem jak można przez godzinę gadać przez telefon. Najwidoczniej ja z Natalele mogę.

Zagubieni w życiu

Od dłuższego czasu robiłam za psychoterapeute na pół etatu dla kilku osób.
Godziny mocno popołudniowe, krzątam się po domu, przygotowując jak zawsze do ćwiczeń, między czasie rozkładam papiery w które bezwzględnie czas już zajrzeć. Telefon.
-Hej, masz chwilę, mogę przyjechać na chwilę?- Słyszę w słuchawce głos koleżanki. Jedno spojrzenie na piętrzącą się tonę papierów, drugie na kalendarz z zaznaczonym na czerwono dniem zero. Westchnienie. Po jej głosie słyszę, że sytuacja jest poważna, zresztą jestem już zaznajomiona z sprawą. Pytanie czy jest lepiej czy gorzej.
-Jasne, przyjeżdżaj, czekam na ciebie- mówię. Doprowadzam się do porządku, ogarniam pokój. Szykuję kawę.
Awka* przyjeżdża po jakiejś godzinie, między czasie była jeszcze w kilku miejscach. Przez następne półtorej godziny szukamy wyjścia z sytuacji, pocieszam, przekonuję, że nie jest tak źle jak jej się wydaje, że to minie. Nie słucha, mówi swoje. Zamykam się, zaplatam ręce i przestaję się odzywać. Mówi, mówi, mówi... Co jakiś czas rzucając mi pytające spojrzenie, wtedy wypowiadam swoją opinię, po czym pozwalam jej mówić dalej, co jakiś czas jedynie zadając jakieś pytanie w celu sprostowania informacji. Kobiety w sytuacji kryzysowej zwykle muszą się wygadać. Nie chcą słuchać złotych rad, ani otrzymywać gotowych rozwiązań, chcą się wygadać. Jak to zrobią łatwiej im jest przeanalizować wszystkie zaistniałe wydarzenia, potem złoty środek znajdą same.
Po półtorej godzinie się zbiera. Odprowadzam ją do bramy, czując, że mam dziką ochotę na papierosa, ale przecież ja nie palę.

Inna osoba, kłócąc się ze swoją drugą połówką dzwoniła do mnie codziennie na długie rozmowy. No i jest jeszcze pewien zakompleksiony pan, o tak niskiej samoocenie, że mam ochotę czasami mu coś przetrącić.Zwłaszcza, że samoocena ta jest całkowicie bezpodstawna. A może tylko ja inaczej na niego patrzę? Nieważne.

Kiedy cichną telefony, a ja zamykam komunikator. Siedzę przy oknie w swoim ulubionym fotelu (irytując się z powodu braku współpracy ze strony laptopa), albo leżę w łóżku, nie mogąc zasnąć. Wtedy dopadają mnie moje problemy. Właściwie do tej pory uważałam, że ich nie mam- bo czy w porównaniu z innymi, moje problemy można nazwać problemami? Pogubiłam się to wszystko. I niespecjalnie mam o tym komu powiedzieć. Tęsknię za Stanfordem - jedyną osobą, z którą mogłam porozmawiać o absolutnie wszystkim.
Ostatnio usłyszałam "Idź i przemyśl swoje życie". Kiepska to rada, gdy kieruje się ją do kogoś kto nieustannie myśli na temat swojego życia. A im dłużej na ten temat myśli to tym bardziej czuje się rozerwany. Patrzę na swoją listę "to do". Na dwadzieścia niepowiązanych z sobą punktów. Największym moim błędem było zwlekanie z nią. Odkładanie wszystkiego na później. Czas z tym skończyć, reszta pewnie sama się ułoży.

Obiekt fizycznych rozważań.

Mężczyźni o umysłach typowo ścisłych są dziwni. Dzisiaj w trakcie jednej z rozmów padło stwierdzenie, że kobieta ma dwoistą naturę. Ja sama z tą tezą zgodziłabym się w ciemno. Jednak okazuje się, że mężczyzna zawsze ale to zawsze każde twierdzenie musi mieć poparte dowodem. I jeśli kobieta nie kwapi się by zaprezentować mu odpowiedni ciąg przyczynowo-skutkowy... Zrobi to sam.

Roa :a moja natura jest dwoista
M: to może porównasz to z jakimś prawem występującym w fizyce
Roa: wybacz ale takiej fizyki to jeszcze nie wymyślili
M:a zasada dualizmu
Roa: prawie ale nie do końca
M: elektron jest zarówno materia jak i fala
elektron=elektrycznosc. Ty tez potrafisz mnie zelektryzowac.
Ty=elektron. ergo, jesteś materialna i twoje działania maja naturę falowa, przez falowa, rozumiem ze sa zmienne z sinusoidalna amplituda.

I pomyśleć, że nagle, w tak prosty sposób stałam się obiektem rozważań fizycznych.

To nie było miejsce dla.

Od dłuższego czasu przyglądałam się batalii o krzyż. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że nie patrzę na walkę o pamięć za poległych tylko na tłum ludzi, którzy ubzdurali sobie, że ma być tak a nie inaczej i nie mając nic lepszego do roboty udają jedynych sprawiedliwych.
Osobiście napuściłabym na nich oddział zbrojnym, wsadziła na 48 godzin, krzyż rozebrała wsadziła do kościoła, tudzież innego nadającego się do tego budynku...
Swoją drogą internet obecnie przeżywa zatrzęsienie obrazków, tekstów i filmików wyśmiewających obrońców krzyża. Osobiście nie uważam tych ludzi za śmiesznych tylko za cholernie smutnych. Naprawdę żal mi ich.
A co do tablicy upamiętniającej poległych... Tak, jedna mała tabliczka całkowicie wystarczy.