Dziś wystraszyłam panią sprzedającą w hurtowni fryzjerskiej. Owa pani pierwszy szok przeżyła jak powiedziałam jej co się działo z moimi włosami w ciągu ostatnich trzech miesięcy - ufarbowanie na wiśniowe, po dwóch tygodniach dekoloryzacja i blond, półtora miesiąca przerwy machnięcie henną na rudo, dojście do wniosku, że to był zły pomysł i dzień później machnięcie henną znowu.
Drugi szok przeżyła gdy powiedziałam słowo "henna:- według tej pani henna wżera się we włosy bardziej niż farba.
Trzecim szokiem dla miłej pani było to, że od trzech miesięcy nie byłam u fryzjera bo chce by włosy odrosły i się trochę ogarnęły- pani uważa że do fryzjera chodzi się co miesiąc (a zapuszczanie wtedy włosów trwa sto lat-według mnie)
Pani doradziła mi, że jak chce wrócić do swoich i chce by były zdrowe to najlepiej na łyso. Na łyso już kiedyś było - bardzo nietwarzowa długość.
Myślę, że pani przeżyłaby czwarty szok, gdybym jej powiedziała, że owe włosy będą znów za jakiś czas odbarwiane. Albo i nie. Diabli wiedza
Mam dziką ochotę na jakąś wielką i niewyobrażalnie dobrą czekoladę. Diety są złe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
29 sierpnia 2010 08:42
Czekolada, to jest to! =) Muszę się zgodzić z tym, że te chłodne wieczory i noce są wspaniałe. Dobrze się ubrać i wieczorem na wspaniały spacer :) Lato (nie)stety odchodzi tak szybko jak się pojawiło, no cóż...
Pozdrawiam
29 sierpnia 2010 20:08
U mnie na łyso nigdy nie było, ale...
Były za to różne fantazje z brązem (brąz kasztan, a po dwóch myciach brąz-kupa jamnika; jasny brąz - po wypłowieniu jajeczny brąz; ciemny brąz i fryzura a'la "jestem tirówką i dobrze mi z tym") oraz z rudościami (rudy lisi - czyli nie-wiadomo-co; rudy pomarańczowy; rudy czerwony - Michał Wiśniewski). Za to z blondem sensacji nie miałam, bo nigdy nie farbowałam, ale do głowy kilka razy wpadało mi, zeby polać sobie łeb wodą utlenioną.